Monitoring WWW – po co i jak monitorować serwis internetowy?

Category : Bieżąca obsługa

Zacznę od wyjaśnienia, że niniejszy artykuł nie dotyczy śledzenia ruchu użytkowników w serwisie, tylko monitoringu dostępności – czyli wykrywania i raportowania awarii stron WWW.

Monitoring dostępności

Usługa monitoringu polega na ciągłym automatycznym testowaniu monitorowanej strony przez zewnętrzny serwis. Mechanizm, niejako „udając” przeglądarkę, co 60 sekund odwiedza stronę i sprawdza, czy działa ona poprawnie. Notuje odpowiedź serwera (czy nie pojawił się błąd), bada czy nie wystąpił timeout, opcjonalnie potwierdza obecność zdefiniowanej frazy.
W przypadku stwierdzenia awarii, system wysyła powiadomienia – e-mailem, SMSem, na Gadu-Gadu. Wszystkie zdarzenia zapisywane są w bazie, więc można przeglądać historię dostępności strony i sprawdzać poziom dostępności dla wybranego okresu.

Do wiarygodnego stwierdzenia awarii potrzebne są 2 a najlepiej 3 stacje monitorujące, znajdujące się w zupełnie innych częściach sieci – tzn. korzystające z łączy różnych operatorów i łączące się z monitorowaną stroną różnymi „trasami”. Pojedyncza stacja zgłasza awarię za każdym razem, kiedy nie może się połączyć z monitorowaną stroną. A powód problemu może równie dobrze leżeć po stronie stacji monitorującej, albo gdzieś „po drodze”. Dlatego awarię muszą potwierdzić inne, niezależne stacje.

Czy warto?

Ja zawsze polecam moim klientom korzystanie z monitoringu.
Niektórzy uważają, że odpowiedź na to pytanie uzależniona jest od skali ruchu w serwisie. Ale przecież nawet jeżeli strona jest bardzo rzadko odwiedzana – to może zdarzyć się tak, że awaria przypadnie właśnie w momencie, kiedy odwiedzi ją ten ważny klient/potencjalny partner/inwestor. Przecież każdy komercyjny serwis działa w bardzo konkretnym celu – a każda niedostępność powoduje, że nie jest on realizowany.

Oczywiście istnieje wiele sytuacji, w których w ogóle nie ma dyskusji, bo monitoring jest po prostu niezbędny. Kilka przykładów:

  • serwisy, na które kierowany jest ruch z trwającej aktualnie kampanii reklamowej
  • sklepy internetowe (a właściwie wszystkie strony sprzedające cokolwiek on-line)
  • serwisy świadczące usługi dostępne za pomocą przeglądarki (SaaS)
  • extranety.

Porównanie

Na polskim rynku działa kilku dostawców monitoringu dostępności. Rozrzut cen jest prawie tak samo duży, jak różnice jakości usług. Pod uwagę brałem wyłącznie dostawców oferujących 1-minutowy monitoring – i porównywałem ceny oraz parametry takich właśnie usług. Moim zdaniem, monitorowanie serwisów w większych odstępach czasowych zupełnie mija się z celem.

Oto parametry, które wziąłem pod uwagę:

Abonament roczny – niezależnie od tego, czy istnieje opcja płacenia co miesiąc, policzony został koszt korzystania z usługi przez rok.

SMSy w pakiecie – wszyscy operatorzy oferują powiadomienia SMSowe, ale niektórzy każą sobie osobno płacić za każdą wiadomość.

Serwery monitorujące – pisałem o tym powyżej.

Powiadomienia na Gadu-Gadu – GG nie jest komunikatorem typowo biznesowym, ale wielu webmasterów z niego korzysta i ceni sobie możliwość otrzymywania alertów w ten sposób.

Monitorowanie różnych portów – dzięki tej opcji można monitorować nie tylko strony WWW, ale również serwery pocztowe, DNS i inne.

Potwierdzanie obecności frazy – opcja sprawdzania, czy w kodzie monitorowanej strony znajduje się zdefiniowana fraza; może to być wybrany fragment treści, jak również tag HTML – np. „</html>”, obecność którego potwierdza wczytanie całości strony.

Testowanie formularzy – możliwość wypełnienia formularza internetowego przez system monitorujący – np. zalogowania się za pomocą loginu i hasła.

Dostawcy

Najstarszy serwis to działający od stycznia 2007 siteMONITOR. Ma najbardziej imponujące portfolio klientów, ale – z drugiej strony – dość wysokie ceny. Wygląda na to, że cennik nie był aktualizowany od momentu wprowadzenia usług.

Co ciekawe, inny z uwzględnionych w zestawieniu serwisów – Monitoring-Stron.pl – należy do tego samego dostawcy, firmy SITEIMPULSE. Monitoring kosztuje tutaj dużo mniej a realizuje więcej funkcjonalności. Rozwiązaniem zagadki może być rzut okiem na serwis www.website-monitoring.com. Wygląda na to, że Monitoring-Stron.pl jest po prostu polską wersją globalnej usługi, z której korzystają klienci z kilkunastu krajów.

Nieco podobny model – implementacji zagranicznego rozwiązania na polski rynek – stosuje MonitUp.pl. Różnica jest taka, że MonitUp.pl jest jedną z setek lokalnych „nakładek” na serwis (freesitestatus.com, alertsitemonitor.com, sitehealth.net itd.), udostępniający usługi w trybie WhiteLabel (bez własnej marki). Minusem takiego rozwiązania jest zupełne oderwanie dostawcy od lokalnych rynków i ich realiów.

Monit24.pl to najdroższa opcja w całym zestawieniu. Ale trudno znaleźć jakiekolwiek uzasadnienie dla tak wysokich cen.

Jedynym dostawcą usług monitoringu, nie publikującym w swoim serwisie cennika, jest WatchScript. Monitoring dostępności wydaje się być tylko jedną z wielu bardziej złożonych usług oferowanych przez ten serwis.

Monitoring24.org wydaje się nie posiadać żadnej obsługi klienta. „b/d” w tabeli wynika z faktu, że – pomimo dwukrotnych prób – nie udało mi się uzyskać żadnej odpowiedzi.

Wszystkie systemy monitorowania stron oferują możliwość wypróbowania usług przed ich zakupem, co jest już raczej standardem w przypadku usług świadczonych on-line. Dzięki temu można wybrać sobie dwóch czy trzech dostawców i porównać jakość usług oraz przyjazność interfejsów.

Darmowy monitoring stron
Sprawdzanie dostępności Twojej strony co 5 minut. Bezpłatnie.
Opieka nad serwisami
Administracja treścią, modyfikacje,
rozwój, analiza ruchu, wskazówki.

SLA

Ostatnio pisałem o hostingu współdzielonym pokazując, że tylko niektórzy z czołowych dostawców oferują usługi z SLA. W przypadku serwerów dedykowanych, które kosztują dużo więcej, zapisy SLA prawie zawsze znajdują się w umowie.
Nie łudźmy się jednak, że wszyscy dostawcy hostingu są na tyle uczciwi, że poinformują nas o każdej – nawet najdrobniejszej – awarii i na koniec każdego miesiąca przedstawią rzeczywisty poziom zrealizowanej usługi. Oczywiście życzę wszystkim, żeby tak było. Ale dużo bezpieczniej będzie równolegle korzystać z niezależnego monitoringu – i porównywać zarejestrowany uptime z danymi otrzymywanymi od hostingodawcy.

Hosting współdzielony – subiektywne porównanie

1

Category : Bieżąca obsługa

Przez kilkanaście lat pracy ze stronami internetowymi klientów miałem okazję korzystać z usług hostingowych wielu dostawców. Dawno temu przekonałem się, że nowoczesna infrastruktura i wyżyłowane parametry techniczne to tylko część ogólnej jakości usługi. Nie mniej ważna jest obsługa klienta – dostępność konsultantów, ich podejście, kompetencje – a przede wszystkim elastyczność pewnych ograniczeń.

Postanowiłem zrobić porównanie ofert serwerów wirtualnych sześciu firm z polskiej czołówki hostingodawców. Porównanie częściowo obiektywne (parametry) a po części subiektywne (moje opinie i wrażenia ze współpracy). Miałem okazję pracować również z innymi firmami z branży – ale nie uwzględniam ich w zestawieniu ze względu na niszowy charakter. A niektóre z nich po prostu już nie istnieją (np. PDi, ProFuturo).

Obiektywnie

Cena już dawno przestała być narzędziem konkurowania – wszystkie firmy z czołówki mają praktycznie identyczne ceny. Różnią się promocje, które prawie zawsze dotyczą tylko pierwszego roku korzystania z usługi. W długim okresie nie mają one większego znaczenia, więc nie ma sensu opierać się na nich porównując oferty.
Do porównania wybrałem pakiety, które uważam za najbardziej podstawowe z punktu widzenia przeciętnych potrzeb firmy potrzebującej hostingu dla swojej strony www – wszystkie kosztują około 300 zł. netto (rocznie).

Większość parametrów, które znalazły się w tabeli, pochodzi z oficjalnych stron internetowych dostawców. Ale kilka z nich to – moim zdaniem istotne – informacje, których prawie żaden z hostingodawców nie publikuje.

Cena – tylko informacyjnie, żeby pokazać, że porównywane są pakiety o zbliżonej wysokości miesięcznego abonamentu. Oczywiście brana jest pod uwagę cena przedłużenia hostingu a nie pierwszego roku, który potrafi kosztować mniej niż połowę tej kwoty.

Cena domeny – koszt przedłużenia na kolejny rok domeny typu .pl.

Pojemność – wielkość przestrzeni dyskowej na serwerze. W momencie rozpoczęcia „wyścigu zbrojeń” dostawców hostingu liczba ta była co najmniej o dwa rzędy wielkości większa niż rzeczywiste potrzeby. Jednak rozwój łączy internetowych i multimediów (szczególnie video) sprawił, że potrzeby dogoniły możliwości.

Transfer – roczny limit przesłanych danych (pobranych i wysłanych łącznie). „Bez ograniczeń” najczęściej w rzeczywistości oznacza, że pewien limit jednak istnieje a po przekroczeniu go drastycznie ograniczana jest przepływność łącza.

Bazy danych – o ile „liczba stron” lub „liczba domen” nie są prawdziwym ograniczeniem, o tyle liczba baz danych to rzeczywisty limit liczby serwisów internetowych, które mogą funkcjonować w ramach danego konta hostingowego.

Własny adres IP – w dobie wyczerpywania się puli adresów IPv4 przestają one być tak beztrosko rozdawane na lewo i prawo. W praktyce przeciętny firmowy serwis internetowy potrzebuje własnego adresu IP jedynie w przypadku potrzeby instalacji certyfikatu SSL (niezbędnego do kodowania transmisji danych – https zamiast http).

Kopie bezpieczeństwa – wykonuje je każdy dostawca, ale liczba kopii i czas ich przechowywania to zupełnie inna sprawa. A dostęp do kopii np. sprzed 5 dni czasem może się okazać kluczowy.

Limit jednoczesnych połączeń – parametr, o którym rzadko kiedy się wspomina. O jego wartości zazwyczaj klient dowiaduje się dopiero, kiedy pojawią się problemy. Nagle okazuje się, że pomimo nieograniczonego transferu, w czasie intensywnego ruchu w serwisie (np. w trakcie kampanii reklamowej) strona nie wyświetla się części użytkowników.

Częstotliwość zadań cyklicznych – każdy pakiet hostingowy umożliwia cykliczne uruchamianie skryptów. Problem może się pojawić, kiedy okaże się, że na danym serwerze nie da się uruchamiać danego zadania co minutę.

SLA – poziom dostępności usługi w skali roku, gwarantowany w umowie (Service Level Agreement) i wiążący się z konsekwencjami finansowymi w przypadku niedotrzymania.

Obiektywną miarą jakości usług hostingowych może być dostępność (uptime) mierzona przez niezależną instytucję. Tutaj można znaleźć porównanie procentowej dostępności serwerów należących do 4 z 6 firm z tego zestawienia.

Subiektywnie

Home.pl – wieloletni lider rynku hostingu współdzielonego (i domenowego). Duża organizacja o dopracowanych procedurach i standardach (w tym certyfikaty ISO). Niestety, standardy te są tak ściśle przestrzegane, że nie ma co liczyć na jakąkolwiek elastyczność. Klient na pojedynczą usługę traktowany jest jako jeden z wielu (kilkuset tysięcy w rzeczy samej). Jeżeli jakiś drobiazg w standardowej konfiguracji serwera nie będzie nam odpowiadał – jedynym wyjściem będzie przeprowadzka do konkurencji.

Nazwa.pl (NetArt) – bezpośredni konkurent Home.pl, wicelider rynku. Podobna skala działalności implikuje podobne ograniczenia. Poziom jakości usług również zbliżony do Home.pl.

AZ.pl – dostawca, którego dużym minusem jest zagmatwany i mało intuicyjny panel administracyjny. Do tego obsługa klienta nie bardzo potrafi postawić się na miejscu klienta i z cierpliwością pomagać w jego obsłudze.

OVH.pl – międzynarodowy kolos, polski oddział francuskiej korporacji. Atrakcyjne ceny okupione są większą niż u konkurencji biurokracją. Konsultantom z biura obsługi klienta zależy przede wszystkim na jak najszybszym zamykaniu ticketów (zgłoszeń serwisowych). Do tego na wszystkie bardziej skomplikowane pytania odpowiadają specjaliści nie posługujący się językiem polskim.

IQ.pl – niewyżyłowane parametry pakietów hostingowych z powodzeniem nadrabiane są jakością obsługi klienta. Elastyczni i chętni do pomocy konsultanci skutecznie zwiększają wartość usług.

KEI.pl – jeden z mniejszych dostawców. Świadczy usługi na przyzwoitym poziomie, obsługa klienta również w porządku.

Progreso.pl – chyba najmniejsza firma w całym zestawieniu. Kiedyś szeroko polecana ze względu na indywidualne podejście do klienta i aktywną pomoc. Niestety ostatnio chyba przejęli zwyczaje od większych firm, kierując klientów do systemu zgłoszeń i przywiązując dużo mniejszą wagę do ich rozwiązywania.

Jako ciekawostkę dodam, że firmy hostingowe działające na najbardziej konkurencyjnym rynku na świecie – amerykańskim – niejako siłą rzeczy reprezentują podejście OVH do obsługi klienta. Czyli bezosobowe odpowiedzi na problemy zgłaszane za pomocą systemu ticketowego. Przy takiej skali rzadko zdarza się, żeby kolejne odpowiedzi w jednym wątku były udzielane przez tego samego konsultanta. Nierzadko pewne treści giną między wierszami a najwięcej problemów sprawiają różnice kompetencji pomiędzy poszczególnymi pracownikami obsługi klienta.

INNI

Polski rynek hostingu jest mocno nasycony ale i rozdrobniony. Poza kilkoma firmami ze ścisłej czołówki istnieją setki małych hostingodawców. Trudno jest im znajdować klientów, ponieważ bez efektu skali nie są w stanie ceną i parametrami konkurować bezpośrednio z gigantami. Dlatego starają się specjalizować – np. w hostowaniu blogów, forów, sklepów internetowych.
Ale czasem zdarza się wejście nowego dużego gracza – kiedy jakiś globalny hostingodawca zainteresuje się naszym rynkiem. Ostatnie takie wejście miało miejsce w sierpniu 2010 roku, kiedy do polski wkroczył niemiecki gigant 1&1.

Niezależnie od jakości hostingu, postrzeganej w momencie wyboru dostawcy, warto stale monitorować poziom usługi. Nie tylko w celu egzekwowania finansowych gwarancji (SLA) ale przede wszystkim po to, żeby o ewentualnych awariach dowiadywać się natychmiast.
Więcej o monitoringu serwisów internetowych w osobnym artykule.

Jak wyczyścić pamięć podręczną (cache) w przeglądarce?

Category : Bieżąca obsługa

W czasie pracy nad wdrożeniem nowego serwisu internetowego – lub podczas jego modyfikacji – agencja interaktywna często prosi o wyczyszczenie plików tymczasowych (pamięci podręcznej) oraz restart przeglądarki. O co chodzi?
Otóż każda przeglądarka zapisuje na dysku lokalnym poszczególne elementy oglądanej strony. Przy kolejnej wizycie – w celu skrócenia ładowania – tylko część elementów jest pobierana z Internetu. Pozostałe wczytywane są z lokalnego dysku – właśnie z pamięci podręcznej.
Jeżeli wybrany element strony został zmodyfikowany, ale nie została zmieniona nazwa pliku, możemy w ogóle nie zauważyć zmiany. Innymi słowy – pomimo wprowadzonych zmian ciągle oglądamy starą wersję. Przeładowanie strony (F5 lub CTRL-R) nie zawsze wystarcza. W takiej sytuacji trzeba wyczyścić wszystkie pliki tymczasowe (i zrestartować przeglądarkę), żeby strona została w całości wczytana z Internetu.

Oto kilka krótkich filmików pokazujących, jak to wykonać w poszczególnych przeglądarkach:

Mozilla Firefox

(wersja 3.6)

Microsoft Internet Explorer

(wersja 8.0)

Opera

(wersja 10.63)

Google Chrome

(wersja 8.0)

6 powodów, dla których warto zlecić administrację stroną www specjalistom

Category : Bieżąca obsługa

Na początek – odpowiedź na pytanie:
Kiedy nie warto zlecać administracji stroną www specjalistom?
Otóż takich sytuacji jest naprawdę niewiele:

Sytuacja A
: firma rzadko aktualizuje swój serwis internetowy – ale to oznacza, że nie podchodzi na poważnie do działań on-line, więc nie będziemy dalej rozważać tego przypadku.

Sytuacja B
: firma zatrudnia pracownika dedykowanego do obsługi serwisu – wykwalifikowanego webmastera. Zakładając, że jest on skłonny czasem pracować po godzinach lub w dni wolne od pracy – rzeczywiście agencja może nie być potrzebna.

Koniec. W każdej innej sytuacji powierzenie zarządzania treścią serwisu internetowego specjalistom będzie bardziej efektywne. Dlaczego?

1. CMS to zawsze kompromis.

Praktycznie nie buduje się już serwisów internetowych bez CMS’a – wbudowanego panelu administracyjnego. Jednak każde tego typu rozwiązanie jest pewnym kompromisem – pomiędzy szerokimi możliwościami edycji zawartości serwisu – a łatwością obsługi. Im prostsza obsługa panelu, tym mniej możliwości do dyspozycji administratora. Im więcej opcji i funkcji – tym bardziej skomplikowany i nieczytelny panel administratora.
Zawsze po wdrożeniu nowego serwisu agencja przeprowadza szkolenie z obsługi CMS’a. Prowadzący instruktaż starannie demonstruje wszystkie funkcjonalności. Następnie przeprowadza ćwiczenia angażując szkolonych pracowników. Po szkoleniu wszystko wydaje się być jasne.
Niestety, po kilku dniach praktyki na jaw wychodzą ograniczenia. Najczęściej problemem są ograniczone możliwości edytora WYSIWYG. Na rynku jest kilka aplikacji tego rodzaju – ale są one do siebie bardzo zbliżone. Każda umożliwia edycję dokumentów HTML udając Worda.
Strony internetowe bardzo się różnią od dokumentów typu Office. Nie wchodząc w szczegóły – edytując treść za pomocą edytora WYSIWYG prędzej czy później trafimy na sytuację, w której nie wiemy jak coś zrobić – albo po prostu się nie da.
Zaawansowane formatowanie (np. interlinia, kolumny, obramowanie tabel, marginesy wewnętrzne i zewnętrzne) wymaga stosowania sztuczek – lub po prostu zaawansowanej znajomości kodu HTML i CSS.

2. Materiały wymagają obróbki.

Materiały źródłowe do umieszczenia na stronach www dostarczane są przez różnych pracowników i praktycznie nigdy nie są gotowe do publikacji w Internecie. Teksty to nie problem. Ale grafika, pliki do pobrania oraz – coraz bardziej popularne – video, wymagają wstępnej obróbki. Konwersja do właściwego formatu, kadrowanie, skalowanie, upload dużych plików. Sprawne przygotowywanie materiałów wymaga posiadania oraz znajomości różnego rodzaju oprogramowania.

3. Czas to pieniądz.

Niektóre treści wymagają publikacji w ściśle określonym czasie – np. informacje prasowe, oferty pracy, promocje. Zespół specjalistów na pewno poradzi sobie szybciej z umieszczeniem nowych treści. W razie potrzeby będzie również gotowy do realizacji danego zlecenia w nietypowym czasie – po godzinach lub w weekend.
Niektóre CMS’y posiadają możliwość ustalenia z góry dokładnego momentu publikacji. To przydatna funkcjonalność – ale nic nie pomoże, jeśli treści będą gotowe w ostatniej chwili. A to niestety codzienność.

4. Obciążenie zasobów to też koszt.

Niezależnie od wielkości działu marketingu w firmie, zawsze czas pracownika poświęcony na samodzielną administrację serwisem internetowym można lepiej wykorzystać. Jeśli to specjalista – naprawdę szkoda jego czasu. Ale jeżeli to manager (co wcale nie jest rzadkością), oznacza to całkiem konkretne straty dla firmy. Tym bardziej, że bardzo często osoba obsługująca CMS w firmie musi wykonywać również zlecenia otrzymywane z innych działów, takich jak PR czy HR.
Alternatywą jest wysyłanie do agencji instrukcji z załączonymi treściami w postaci e-maila. Słyszałem kiedyś marketera, który określał ten tryb współpracy mianem „fire & forget”.

5. Stałe wsparcie ułatwia rozwój.

Bardzo często pomysły marketerów wykraczają poza możliwości CMS’a. Tego typu rozwój wymaga modyfikacji graficznych i/lub programistycznych. Firma nie posiadająca umowy o opiekę nad swoim serwisem każdą taką zmianę musi realizować w drodze osobnych zleceń. A to oznacza po pierwsze wyższe koszty (godzina pracy specjalisty zawsze jest tańsza w ramach stałej umowy) a po drugie konieczność każdorazowego przechodzenia przez proces akceptacji zlecenia, podpisywania umowy itd.
Mając zapewniony określony zakres specjalistycznego wsparcia w skali miesiąca, można swobodnie rozwijać serwis internetowy i realizować nowe pomysły e-marketingowe.

6. Wartość dodana w postaci wiedzy.

Żadna umowa tego nie zapewnia, ale w praktyce klienci zawsze mogą liczyć na doradztwo w ramach opieki administracyjnej. Najczęściej dotyczy ono publikowanych treści, architektury informacji w serwisie, użyteczności nawigacji. Nierzadko przekazywana wiedza wykracza poza sam serwis internetowy, obejmując np. reklamę on-line albo optymalizację procesów w firmie.

Opieka nad serwisami
Administracja treścią, modyfikacje,
rozwój, analiza ruchu, wskazówki.
Monitoring stron www
3 serwery co 60 sekund sprawdzają,
czy Twoja strona WWW działa.

Na koniec chciałbym obalić kilka mitów dotyczących usług stałej opieki nad serwisami internetowymi.

Mit 1: Usługi administracji serwisem są drogie.

Źródłem tego przesądu są firmy, które posiadają stare, statyczne serwisy internetowe bez CMS’a – lub z bardzo prostą jego odmianą, z bardzo ograniczonymi możliwościami. Rzeczywiście, w takich sytuacjach każda aktualizacja musi kosztować więcej, ponieważ wymaga zaangażowania ze strony programisty i/lub grafika.
W normalnej sytuacji, aktualizacje wykonywane są przez administratora, którego godziny pracy są tańsze niż specjalistów.
Co więcej – przecież w ramach każdej stałej umowy (opartej na opłatach miesięcznych) jednostkowe ceny są niższe niż w przypadku jednorazowych zleceń. Bo agencji przecież bardziej zależy na długofalowej współpracy niż pojedynczych pracach.

Mit 2: Agencja nie poradzi sobie z CMS’em zbudowanym przez kogoś innego.

Pamiętajmy, że agencje interaktywne nigdy nie specjalizują się wyłącznie w administracji serwisami. To zazwyczaj ich dodatkowa działalność – obok tworzenia stron internetowych. Posiadanie takich kompetencji gwarantuje, że żaden panel administracyjny nie stanowi dla nich tajemnicy. Poza tym, znakomita większość CMS’ów jest bardzo podobna do siebie – opierają się na zbliżonych założeniach i często zawierają te same mechanizmy (np. edytory WYSIWYG od tego samego producenta).

Mit 3: Zewnętrznemu administratorowi tak nie zależy.

Wprost przeciwnie. W przypadku stałych usług dostawcy muszą się jeszcze bardziej starać, żeby klient był na tyle zadowolony, żeby przedłużać umowę. To nieprawda, że będą wklejać teksty ignorując literówki czy też automatycznie wykonywać omyłkowe polecenia. Oni też się chwalą administrowaną stroną i potrzebują jak najlepszych referencji.

Żałoba narodowa

Category : Bieżąca obsługa

Ogłoszenie przez władze państwa żałoby narodowej to nie tylko sygnał dla gospodarzy domów i zarządców budynków że trzeba wywiesić flagi przewiązane kirem. To wielki żal odczuwany przez wszystkich obywateli, powodujący chęć manifestacji zjednoczenia w bólu. Flagi i kir pojawiają się na balkonach, antenach prywatnych samochodów.

Elementem społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw oraz ważną składową brandingu jest tzw. „ludzka twarz” marki. Firmy i instytucje chcą być postrzegane jako przyjazne ludziom – klientom, pracownikom. W związku z tym, mimo braku prawnego obowiązku, wprowadzają elementy żałobne do swojego internetowego wizerunku – na firmową stronę WWW.

W każdej agencji interaktywnej w takiej chwili rozdzwaniają się telefony. Marketerzy z praktycznie wszystkich dużych i średnich firm chcą, żeby ich marka była częścią narodowego żalu. Bo warto, bo trzeba, bo wypada. Wśród mniejszych przedsiębiorców bywa różnie – ale często wynika to z przełożenia skali działalności na ruch w serwisie internetowym. Mało popularną stronę nawet w czasie tygodniowej żałoby zobaczy niewiele osób.

kir

Kir

Podstawowym zabiegiem żałobnym w serwisie internetowym jest umieszczenie czarnej wstęgi w okolicach logo. Często jednocześnie logo przerabiane jest na wersję czarno-białą.

Rzadziej na stronie pojawia się biało-czerwona flaga przewiązana kirem. To symbol bardziej patriotyczny i spotykany częściej w różnego rodzaju instytucjach i spółkach Skarbu Państwa.

Inne – również rzadko spotykane – oznaczenia żałobne na www to krzyż, świeca a nawet nagrobek.

Czarno-biała strona

Część firm – idąc śladem praktycznie wszystkich portali internetowych – decyduje się na zmianę całego layoutu strony na czarno-biały. Wbrew pozorom, nie jest to prosta modyfikacja. Owszem, istnieje instrukcja JavaScript automatycznie zmieniająca kolorystykę całego serwisu na czarno-białą – ale działa ona wyłącznie w Internet Explorerze. Użytkownicy pozostałych przeglądarek (czyli większość Internautów) nadal widzą kolorową wersję.

Jedynym sposobem na uzyskanie odpowiedniego efektu jest przerobienie wszystkich (tekstowych, graficznych i flashowych) elementów strony na czarno-białe. Dlatego właśnie wprowadzenie takiej zmiany wymaga czasu.

Automatyzacja

Po tragicznych wydarzeniach z 10 kwietnia 2010 nikt nie zaprzeczy, że Polska jest jednym z narodów szczególnie doświadczonych przez los. W konsekwencji, żałoba narodowa niestety nie jest u nas rzadkością.

W związku z tym, nierzadko wdrożenia dużych serwisów korporacyjnych zawierają funkcjonalność pozwalającą na automatyczną zmianę oprawy graficznej serwisu na żałobną. Jedno kliknięcie podmienia wyświetlane elementy graficzne layoutu.

Nie wszystko może łatwo zostać przekolorowane. Oprawa graficzna to podstawa – ale są jeszcze treści umieszczane przez administratora. Te bardzo często nie podlegają zmianie kolorystyki. A niektóre z nich nawet nie mogą – np. embedowane video z zewnętrznych serwisów takich jak YouTube czy Vimeo.

Prywatnie uważam, że warto oznakować stronę – nawet jeżeli to tylko minimalna zmiana w okolicach logo. I nie mówię tutaj już o wizerunku marki, tylko o hołdzie tym, którzy odeszli w tragicznych okolicznościach. Tak samo jak trasę konduktu żałobnego zdobią kwiaty i znicze, jak tysiące ludzi wychodzą na ulicę żeby wspólnie przeżywać trudne chwile – tak odwiedzane w czasie żałoby serwisy internetowe pokazują stosunek i zaangażowanie danej firmy.